Wszystkie »

  • Wpisów:8
  • Średnio co: 262 dni
  • Ostatni wpis:6 lata temu, 19:50
  • Licznik odwiedzin:2 432 / 2359 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
miała być następna za tydzień. a już minęło 15 dni.. -_-'
takie coś nie da się pisać na zawołanie, chyba, że ma wyjść byle jakie, a ja nie chciałabym by to było ok. To ma być super. dlatego też nie przerywam, a kończę. Nie uważam, że to co tu napisałam zainteresowało kogoś tak by chciało czytać tego wiele, wiele więcej. Chciałabym by tak było. Trzeba się tylko i wyłącznie szkolić. Owszem - będę, a raczej postaram się.

;*
 

 
5.

Camille Lang;
Siedziałyśmy na kanapie przy stole w salonie w ręce trzymając kubek piwa. Ludzi się trochę zmyło albo mi się wydawało, że jest ich mniej. Większość tańczy na dole a my postanowiłyśmy w spokoju porozmawiać. Ash właśnie opowiadała nam z jakiej racji Suzana opuściła dom Matt’a.
-Spodobał jej się pewien chłopak i kazała mi jakoś zagadać Luck’a, a ona sobie z tamtym potańczy. Znamy ją bardzo dobrze i wiemy, że taka jest więc nawet nie miała co dyskutować z nią na ten temat. Szukałam jej chłopaka dłuższy czas, ale gdy spotkałam Matt’a to niechcący się zagadałam i kompletnie zapomniałam o sprawie. Nasza rozmowa została przerwana przez huk i piski dziewczyn. Gdy poszliśmy w tamtą stroną zauważyłam jak Luck leje gościa, który podobał się Suzanie, a ona obok stała i krzyczała by go puścił. Kumple rozdzielili chłopaków, a Suzana obraziła się na Luck’a i wyszła.
-Dobrze wiedziała jak się to może skończyć. – skomentowała Victoria.
-Jak dziewczyna się lubi bawić to co poradzisz. – dodała Grace.
-Ty też tak lubisz, dlatego najlepiej ją rozumiesz Grace. – powiedziała Ash patrząc na przyjaciółkę.
-Ale ja przynajmniej mam rozum i jak chce się zabawić to robie to dyskretnie. – szybko odpowiedziała Grace.
Zaśmiały się i wypiły wszystkie po łyku piwa.
-A Ty za nią nie pobiegłaś Ash? – zapytałam.
-Czy to jest moja wina? – zapytała. – Mogła poczekać aż go znajdę, a nie ona od razu poleciała.
-Luck zerwie z nią? – zapytałam.
-Nie sądzę. To zdarzyło się kolejny raz, a on nigdy jej nie opuścił.
-Dobrze jest wiedzieć, że chłopak z którym jesteś nigdy Cię nie opuści. – rozmarzyła się Victoria.
Wszystkie znałyśmy historie z Erykiem. Gdy nasza przyjaciółka mówiąc to położyła głowę na oparciu kanapy my spojrzałyśmy na siebie, lecz żadna nie odważyła się powiedzieć coś na jego temat. Może to i lepiej, zapewne źle by się to skończyło. Grace przerwała niezręczną ciszę;
-Ale gdy chłopak pozwala Ci na takie rzeczy, to Ty robisz coraz więcej głupot myśląc; ‘i tak mnie nie zostawi’. To jest głupie.
Przyznałyśmy jej rację i wypiłyśmy kolejny łyk piwa. Nagle zauważyłam za oknem jakiegoś chłopaka, który rozmawiał z jakąś dziewczyną.
-Czy to nie czasem.. Nicolas? – zapytałam wytężając wzrok.
Najszybciej popatrzyła się Grace w to miejsce gdzie ja patrzyłam. Reszta ciut później, ale przyznały mi rację. To był Nicolas. Byli twarzami dość blisko siebie, a jego dłoń trzymała jej policzek. Dziewczyny nie znałam, ale pewnie była od nas starsza.
-Mówiłam Ci Grace, pies na baby. – powiedziałam, ale wszystkie byłyśmy zahipnotyzowane tym widokiem, więc żadna nie spuszczała wzroku.
-Po jaką cholerę tłumaczyłaś to jej? – zapytała Vic.
-Tańczyli. – odpowiedziałam.
Nagle zerwała się Ash i zaczęła dość agresywnie się ruszać.
-Tańczyliście? Chryste kocham na to patrzeć.
-Wy nigdy nie przestaniecie prawda? – zapytała Victoria. – Może to i dobrze, podniecam się jak na to patrzę.
Ash przyznała jej rację. Grace uśmiechnęła się, ale wyglądało jakby wcale nie miała ochoty. Wciąż patrzyłam na Nicolas’a i zauważyłam, że od tak odszedł od dziewczyny. Ona za nim nie poszła, a on nie dał jej buziaka.
-Widziałyście? Teraz ma chyba nowy plan na kobiety.
-Może. – odpowiedziała Grace. – Ja pójdę zobaczyć co się dzieje z Matt’em.
-Ja pójdę zadzwonić do Suzany. – odpowiedziała Ash
-Ja zgłodniałam, idziemy Victoria do kuchni? – zapytałam. Zgodziła się i tak na jakąś chwilę się rozeszłyśmy.

Grace Wint;
W pokoju było ciemno i dość chłodno, a my chcieliśmy to zmienić. Czułam jego obecność, więc stanęłam przy zamkniętych drzwiach. Usłyszałam kroki, które się do mnie zbliżały i nagle na ciele poczułam jego dotyk. Objął mnie w tali i przyciągnął do siebie, pocałował bardzo delikatnie i namiętnie. Gdy jego ręce krążyły po moim ciele.. od ramion w kierunku szyi, złapał w dłonie moją twarz i całował coraz silniej. Przyprawiało mnie to o dreszcze. Wtedy jego ręce zniżały się i lekko musnął mnie palcem po intymnym miejscu. Wiedziałam, że chce jeszcze więcej i nie naciskałam stopu. Powoli zdjął ze mnie kieckę, przytulił mnie mocniej, i podniósł tak bym nogami objęła jego pas. Najlepszym uczuciem było to, że wiedziałam iż nie mogę mieć go na co dzień, dlatego gdy przyciągał mnie do siebie i całował zdałam sobie sprawę, że jest jedynym, który sprawia, że czuje się przy nim tak niesamowicie. Niepowtarzalne uczucie. Bardziej pożądałam jego ciała. Położył mnie na łóżku, a ja zdjęłam mu spodnie. Gdy nasza bielizna wylądowała na podłodze, jego usta znajdowały się na mojej szyi. Wiedział co lubię najbardziej, co doprowadza mnie na wstępie do rozkoszy, znał mnie jak nikt. Powoli po brzuchu, nogach i znów pocałował mnie namiętnie jak tylko potrafił. Rozszerzyłam nogi, objęłam go nimi i przyciskałam do siebie co raz mocniej gdy on był już we mnie. Słyszałam tylko nasze oddechy, które były co raz głośniejsze, szybsze.

Wiedziałam, że nie możemy sobie pozwolić na leżenie w łóżku rodziców Matt’a, wiedząc, że na dole jest impreza. Ktoś może wejść w każdej chwili. Pocałowałam go jeszcze raz dość długo, wiedząc, że to ostatni pocałunek dzisiejszej nocy, która miała jeszcze trwać i trwać. Po dłuższej chwili wstałam i zebrałam swoje ciuchy by się ubrać. Spojrzałam w lustro i poprawiałam fryzurę. On tylko na mnie patrzył.
-Ubieraj się. Wiesz, że nikt nie może nas zobaczyć. – powiedziałam uśmiechając się. Posłuchał mnie i szukał swoich ubrań;
-To wszystko jest takie głupie, ale podnieca mnie, takie ukrywanie się. – Ubrał się, podszedł, objął mnie i pocałował w szyję. – Jak zauważyłem, że nie ma alkoholu to myślałem, że reszta nie upije się i nici z naszej rozkoszy.
-Ale nam się udało. – odwróciłam się do niego i pocałowałam go w usta. – Kochanie, grajmy swoje role, dziś świetnie Ci poszło. Wiesz, że dziewczyny dziwnie by zareagowały, dlatego to trzymamy w tajemnicy. Powiem im z czasem, obiecuję.
Cholernie się bałam im to wyznać, wiedziałam, że będzie ciężko i że szybko to się nie stanie. Musiałam go z tym w jakimś stopniu okłamywać. Nie chciał mnie puścić, ale jakoś się wyrwałam. Jeżeli za chwile nie znajdę się koło przyjaciółek zaczną mnie pytać o różne rzeczy. Otworzyłam drzwi sprawdzając czy ktoś jest na korytarzu. Cisza, ok. Droga wolna.
-Grace! – krzyknął za mną. Cofnęłam się na chwilę. – Ja jej nic nie dałem. Tej z balu.
-Wiem Nicolas.


Wyszłam z pokoju i ciężko było mi odchodzić od niego wiedząc, że nie muszę jeszcze kończyć mojego pragnienia. Mogę jeszcze wrócić i się delektować chwilą. O nie. Muszę się powstrzymać. Nagle słyszałam jak po schodach idzie ktoś do góry. Szybko podbiegłam by nie widzieli z jakiego pokoju wychodzę. Jacyś dwaj seksowni chłopcy stali opierając się o barierki. Nie byli pijani tak bardzo jak reszta, przynajmniej tak mi się wydawało.
-Cześć Grace. – przywitał się ze mną jeden gdy zauważył, że stoję i się w nich wpatruję.
-Nie pytaj skąd znamy twoje imię maleńka. Znamy każdej boskiej dziewczyny. – powiedział drugi. Nieźle się trzymał nawet nim nie chwiało. Wysoki blondyn, dobrze zbudowany, znałam go z widzenia i wiem tylko tyle, że dobrze gra w siatkówkę.
-Słaby ten podryw. – odpowiedziałam, uśmiechnęłam się i przeszłam koło nich schodząc w dół, nie zatrzymując się.
Usłyszałam jak ten pierwszy wściekł się i pod nosem coś wydukał.
-Może i słaby, ale chyba napijesz się z nami piwa. Dowieźliśmy bo znów zabrakło. – powiedział blondyn. Gdy zrozumiałam, że będzie mi ciężko znaleźć jakiś alkohol postanowiłam napić się z nimi. Po chwili dodał. – Nie daj się prosić.
Odwróciłam się w ich stronę i uśmiechnęłam. Zrozumiał, że jestem za, więc szybko podał mi swoje piwo.

Victoria Shay;
Byliśmy ukryci w pokoju by nie znalazł nas gospodarz, bo gdyby wiedział co robimy nigdy by nam tego nie wybaczył. Siedzieliśmy na malutkich poduszkach w okręgu a na środku stała wielka shisha. Krążyła dość szybko wokół nas. Węża w tym momencie trzymała Camille i porządnie się zaciągnęła. Wszyscy wyłupili oczy i czekali czy odkaszlnie jak zawsze czy tym razem nie. Gdy wypuściła dym z płuc, zaczęli klaskać i mówić; tak jest mała.
-Cam nie wierze. – przerwałam ciszę.
Nie wiem czemu, ale wszystkich mój tekst rozbawił.
Przyjaciółka klasnęła w dłonie z radości i podała kolejnej osobie węża. Był to Doug, poznaliśmy go dzięki Grace, tak samo jak i Matt’a. Dogadujemy się dobrze, ale lepiej nam się rozmawia z Matt’em. Jest starszy, może dlatego. Nie pozwala on jarać w swoim domu, ale Doug lubi czasem sobie pierdolnąć w płuco, więc siedzi cicho. Nowy kolega z jaraniem poszedł skręcać blanta. Nie pamiętam już jak się nazywał. Mieli tu tyle tego wszystkiego, że nie wiedziałam nawet jakim cudem utrzymali ten sekret przed Matt’em. Nagle do pokoju wszedł jakiś łysy gościu. Dość duży i wyglądał jakby miał ponad 20 coś lat. Zanim jednak się w całości ukazał Camille zeskoczyła z jaśka na ziemie za łóżko i krzyknęła; PIRACI! Nikt specjalnie nie zwrócił uwagi, a znajomi, którzy z nami byli w pewnym momencie doznali szoku, lecz gdy łysy gościu pokazał się cały widać było po nich, że kamień z serca spadł. Jakaś blondynka, Beti? Chyba tak miała na imię, rzuciła mu się na szyję, po czym pocałowała go w usta.
-Doug szukam Nicolasa, wiesz gdzie jest? – zapytał.
-Nie mam pojęcia, tutaj na pewno go nie ma. Jak będzie dam Ci znać. – odpowiedział.
Głupia blondynka, która nie przypadła mi do gustu wyszła razem z nim. Gdy spojrzałam na Camille była w wielkim szoku. Chwile patrzyła na drzwi, w których dawno już nikogo nie było, z niedowierzaniem.
-Cam. – wyszeptałam.
Szybko spojrzała na mnie i powiedziała;
-To on Victoria. To on.
-Kto? – Kompletnie nie wiedziałam o co chodzi. Chwilę się zastanowiłam, ale nic nie mogłam sobie przypomnieć.
-Audi. Ten z audi.
Olśniło mnie. Opowiadała mi po balu co się wydarzyło gdy wyszła z Marią na dwór.
-On jest z tą.. dziewczyną? Czy oni się pocałowali? – pytała mnie.
Zamiast odpowiadać, podciągnęłam ją na poduszkę i wsadziłam węża do jej ust. Ona tylko zaciągnęła się i poczuła się jak w raju.
-Żeby Ci tak nie zostało. – zwrócił się do mnie Luck. Trochę nie zrozumiałam. Najwidoczniej wyczytał to z moich myśli bo zaczął tłumaczyć. – Przyjaciółka zwraca się z pytaniem, na które nie możesz bądź nie chcesz odpowiedzieć, albo zaczyna Cię denerwować w takim razie wpychasz jej dym w usta i myślisz, że będzie spokój.
-Cicho. – uciszyłam go żeby czasem Cam nie usłyszała co naprawdę chodziło mi po głowie.
-Jest w transie, nie usłyszy Cię. – pocieszył mnie Luck. Uśmiechnął się, a ja odwzajemniłam go. Chwilowo nie było tematu, więc bez sensu zapytałam;
-Gdzie Suzana?
Dopiero po czasie przypomniałam sobie czemu jej z nami nie ma. Głupia.
-Bawi się z innymi frajerami. – odpowiedział nie przejmując się sprawą, albo po prostu tylko mi się tak wydawało.
-Pozwalasz? – zapytałam brnąc dalej niepotrzebnie, głębiej w temat.
-Nie. Dlatego nie ma już ‘NAS’. – powiedział opuszczając głowę. Podniósł ją gdy kolega, który leżał na łóżku krzyknął; mam blanta! Wtedy wstał i poszedł spalić razem z nieznajomym. Spojrzałam na Camille, leżała żądając od innych jeszcze bucha. Na czworaka zbliżyłam się do niej i przytuliłam ją. Do pokoju wszedł Nicolas mówiąc;
-Zgadnijcie z kim się przespałem. Nigdy nie uwierzycie. Muszę wam to opowiedzieć. Padniecie!
Spojrzałam na niego i.. to było takie przewidywalne. Wywróciłam oczami i gdy zobaczył to, zauważył, że jest mi to całkowicie obojętne komu tym razem wpychał kutasa do dupy. Złapałam się za głowę gdy zdałam sobie sprawę ze po tej shishy i alkoholu mam odzywki nawet w myślach jak Grace.
-Nie zanudzi was ta historia. Szczególnie Ciebie Victoria i Camille. – tajemniczo się uśmiechnął. Chłopcy już nadstawiali uszu, a ja kątem oka widziałam jak Doug piszę sms’a tak by nikt nie widział. Czyżby do łysego typa z audi?
-Nie zanudzi moich panien coś całkowicie innego. – powiedziała Ash, która wbiegła do pokoju dysząc. - Grace jest w piwnicy. Gdy weszła na stół i ściągnęła bluzkę Matt szybko ją zdjął z mebla. Lecz teraz, zaraz.. zerżnie w tańcu ją dwóch chłopców. Gospodarza gdzieś zwiało, a wy tu siedzicie i jaracie i nie ma mi kto pomóc.
Szybko wstałam, wtedy Ash ruszyła szybkim krokiem w stronę piwnicy, ja jakoś szłam za nią udało mi się. Lecz Cam ledwo co szła. Reszta została w pokoju.

_________________________________________________
Następna za tydzień. ;*
 

 
..By się nikomu nie pomyliło, że są trzy dziewczyny gdzie każda ma jakąś tam swoją historię. Camille Lang, Victoria Shay, Grece Wint.

4.

Grace Wint;
Przerwała uczniom taniec Victoria, która nie wiem jakim cudem uciekła mi z pola widzenia i znalazła się przy mikrofonie. Podziękowała po raz kolejny Dyrektorowi za pomoc w przygotowaniu balu i innym koleżankom i oznajmiła, że ma dla nas niespodziankę. Wytężyłam słuch jak najbardziej potrafiłam.
- Nie wiedziałam co mogę zrobić byście byli zadowoleni z tej nocy. Śnił mi się kilka miesięcy temu sen, który naprawdę bym chciała spełnić. Udały się przygotowania i jestem w szoku, że mogę wam osobiście przedstawić kobietę, która dla nas wszystkich zgromadzonych tutaj, zaśpiewa. Nie, nie jest to Madonna. – zaśmiała się. – Chociaż słyszałam takie propozycje. Jest to dziewczyna dużo młodsza, dużo ładniejsza, dużo naturalniejsza. Teraz spójrzcie na balkon, który jest nade mną. Widzicie tą czarną postać?
Starałam się wytężyć również wzrok, ale światło tam nie świeciło. Było okropnie ciemno. Fakt, stał ktoś. Nie był okryty w żaden czarny płaszcz po prostu światło było skierowane na nasze oczy. Usłyszałam jak Victoria mówi dalej;
- Kto najlepiej śpiewa piosenkę S&M?
Nie wierzyłam własnym uszom ani oczom, ani nawet mojemu rozumowi, który teraz przeżył wielki wstrząs. Gdy jakiej dziewczyny z przodu wykrzyczały; ‘Rihanna’, a raczej wypiszczały, światła natychmiast skierowane zostały na balkon i na tą piękna kobietę. Przechodziła z jednego balkonu na drugi, widać, że była w swoim żywiole. Nie padłam ze zdziwienia, dlatego, że widzę Rihanne tylko dlatego, że moja Victoria dała sobie radę by ją zaprosić. Oczywiście widziałam ją już kilka razy, ale ten fakt.. no super! Gdy zdałam sobie sprawę, że stoję jak słup patrząc na nią, porwał mnie do tańca Nicolas. Zwykły kolega, ale jego ramiona sprawiały, że gdy mnie nimi obejmował mogła bym latać. Nie boję się, że upadnę. Trzymałam się tylko jego ciepłego ciała. Ale do takiej szybkiej piosenki nie da rady wolno tańczyć, więc zaczęliśmy dość agresywnie i seksownie. Zniżając się w dół i z powrotem. Czując jego ciało by swoich biodrach, jego oddech na szyi, jego dłoń na moim brzuchu ściskając tak mocno jakby nie chciał, bym mu uciekła. Czas leci wtedy tak szybko, że nie zdałam sobie sprawy kiedy przetańczyliśmy tak, kolejne jej piosenki. Niestety nie było ich za wiele. Rihanna skończyła, przeprosiła, podziękowała i wyszła. Nicolas przerywając taniec, tuląc mnie wciąż do siebie, patrzył mi w oczy krótką chwile. Uśmiechnął się lekko i poszedł. Dziewczyny krzyczały, że chcą jeszcze i szybko wybiegło kilkanaście uczennic szukać jakichkolwiek drzwi by ją jeszcze zobaczyć. Mimo tego, że uwielbiałam jej piosenki i z pewnością wyrwała bym się po autograf to bardziej pragnęłam zatańczyć z Nicolas’em jeszcze raz. Widziałam Victorie, która pokazała, że musi iść i wyszła z sali. Próbowałam znaleźć Camille wzrokiem, lecz nie potrafiłam. Dwa razy przeglądałam po kolei stoliki, aż do momentu gdy zostałam kompletnie sama na parkiecie. Zauważyłam mojego partnera od tańca i podeszłam bo nagle przypomniała mi się sprawa z tym zielskiem i Anastazją.
-Słuchaj, miałeś albo masz coś do jarania? – zapytałam po cichu, prawie, że wyszeptałam.
-Miałem, a gdybym miał bym Ci nawet nie dał. – odpowiedział śmiejąc się.
-Dla mnie może nie masz, ale dla Anastazji miałeś.
Spojrzałam na niego dość poważnie, nawet kącikiem ust nie uśmiechnęłam się.
-Dla Ciebie kotku mam co innego. – odpowiedział, patrząc mi głęboko w oczy.
W tym momencie pojawiła się Camille i uderzyła go w ramie.
-Nie wiem o czym gadacie, ale ostatni twój tekst Nicolas był ohydny. Najpierw proponujesz Victorii coś, a teraz do Grace? A do mnie kiedy? Może u Matt’a?
Nicolas się tylko zaśmiał, a ja wciąż patrzyłam na niego ze złością. Zauważył to i pewnie nasza rozmowa przebiegała by dalej gdyby nie Camille.
-Grace słuchaj Matt dzwonił i prosił byśmy już przyjechały. Co jak co ale jest godzina 1;00. Bierz torebkę i chodź na dół, a ja dzwonie po Victorie. Szybko, szybko.
Popędzała mnie jak nigdy. Poszłam po rzeczy i próbowałam ja dogonić. Chryste jak ona pędzi. Wyszłyśmy szybko przed zamek i już zauważyłam samochód Matt’a.
-..Dobra Vic to później ktoś po Ciebie przyjedzie, a ja z Grace pojadę. Cześć. – Camille właśnie skończyła rozmawiać przez komórkę. – Słuchaj, Victoria zostaje z Rih jeszcze, a my tam już sobie pojedziemy wypić. Ma coś jeszcze ona na głowie, ale nie dosłyszałam co.
Zgodziłam się i wsiadłyśmy do samochodu.
-Hej laski. – Przywitał się Matt.
Uśmiechnęłam się i usiadłyśmy na tyłach by chociaż lekko rozprostować nogi. Widziałam, że Camille się na mnie jakoś dziwnie patrzy. Byłam pewna, że o coś jej chodzi. Zawsze tak wlepia swoje ślepia gdy o coś chce zapytać. Starałam się uciekać wzrokiem. Aż w końcu sama wykrztusiła bez żadnego mojego pytania ‘ o co Ci chodzi? ‘ .
- Słuchaj no.. Grace. Widziałam jak tańczysz z Nicolas’em. Naprawdę cudownie wtedy wyglądacie.
Zauważyłam w lusterku wzrok zaskoczonego Matt’a;
- Co Ty wygadujesz Cam, że Grace niby tańczyła mega seksownie z Nicolas’em. Tym zjaranym człowiekiem, który nie ma serca. Nie mogę uwierzyć. Fakt raz to widziałem, ale myślałem, że to tylko raz. – podniósł lekko ton i zaczął się śmiać. Po chwili uspokoił się i dodał. – wiesz, że to pies na baby, nie?
- Matt ma rację. – Zwróciła się do mnie, a po chwili do Matt’a. - Tylko, że my to wiemy. Nie sądzę by Grace chciała coś do tego całego popaprańca, racja?
Przytaknęłam i powiedziałam;
- Mi tylko dobrze się z nim tańczy. To wszystko. Każda mądra dziewczyna nie chciała by związać się z takim idiotom. Tylko jaranie mu w głowie.
Widziałam na ich twarz uśmiechy, zaczęli ze sobą rozmawiać, a ja starałam się za nimi nadążyć. Czułam się dość podle.

Camille Lang;
Dom Matt’a miał parter, pierwsze piętro i piwnice wypełnioną alkoholem za świecącym barem. Podłoga była zawsze lodowata od kafelek i jak było bardzo gorąco to tańczyło się na boso. Wysiadłyśmy z samochodu i patrząc na dom z przodu to nie było ludzi wcale, ale takie wrażenie jest zawsze. Dopiero jak się otworzą drzwi to zmienia się zdanie. Tym razem było tak samo. Stojąc przed drzwiami – kompletna cisza, ale jak weszłam do domu i przywitało mnie stado ludzi – jeden wielki huk. Tutaj było mniej młodzieży ze szkoły, raczej sami starsi z szkół średnich. Pili sobie piwo z czerwonych kubeczków, całowali się na fotelach, leżeli na schodach. Nagle usłyszałam szept Grace, której usta były bardzo blisko mojego ucha;
-Taka gruba impreza bez nas?
-W piwnicy są ludzie trzeźwiejsi, także poradzimy sobie. – odpowiedziałam.
Chciałam jak najszybciej przebrać się w coś normalnego już, więc zapytałam Matt’a gdzie ma nasze rzeczy. Poszłyśmy drogą, którą wskazał, schodami do góry i drugie drzwi na prawo.

Przebrane w ciut wygodniejsze zeszłyśmy na dół gdzie już znajdowało się strasznie dużo ludzi. Jak mrówki, jeden na drugim. Gdzieś od strony kuchni słychać było grupę chłopców, którzy krzyczeli jakaś piosenkę. O tak, to byli wierni kibice piłki nożnej, ale o jaką drużynę chodziło konkretnie, to niestety nie mam pojęcia. Nie znam się kompletnie na sporcie. Za to przy wyjściu na krześle siedział chłopak, a na nim dziewczyna. Długo nie trzeba było patrzeć by wiedzieć co robią. Ona miała spódniczkę, a jego połowy ręki nie było widać przez jej miniówkę. Coś podobnego działo się na kanapie przy schodach, na blacie w kuchni i przy niektórych ścianach. Znalazł się też tłum dziewczyn tańczących przy wielkich głośnikach. Jedna to właśnie stanęła na stole i zdjęła stanik. Brak mojego komentarza na ten temat, nawet w myślach.
-Chodźcie przedstawię wam moich kumpli. – powiedział Matt, który nie wiem jakim cudem pojawił się tak szybko koło nas. Podał nam piwo i wskazał drogę gdzie miałyśmy iść. Weszłyśmy za nim do salonu omijając ludzi, którzy najwidoczniej dobrze się bawili. Przy stole siedziało trzech gości, jednego z nich znałam – Luck. Jeden był w koszuli, a czarne włosy miał postawione na żel. Ładniutki z twarzy, taki.. słodki. Okrągły nos, duże oczy. Wstał, podał dłoń i przedstawił się – Dla przyjaciół Track.
- Jest on Dj’em dlatego taki przezwisko i jeżeli pójdziesz do tej szkoły co planujesz to prawdopodobnie będziesz go często widywała na korytarzu. – powiedział mi do ucha Matt, po czym przedstawił mu Grace. Ja podeszłam do kolejnego i sama podałam mu dłoń oraz swoje imię. Był rudym chłopcem, ale za to miał boskie kości policzkowe i śliczną twarz. Na modela mógłby pójść.
- Piter. – przedstawił się. – Usiądź koło mnie.
Zrobiłam o co po prosił, naprzeciwko usiadła Grace i Matt.
-To co dziewczyny, czas iść do średniej szkoły. Poznać normalnych chłopców, dużo imprez się przyda. – Rozpoczął rozmowę Luck. Jakoś nigdy nie miałam z nim bliższego kontaktu, ale wydawał się być w porządku. Może dlatego, że lubił bardzo chodzić na solarium, miał kolczyka w brwi, a jego wielka klamra od paska od spodni była na wierchu, zamiast bluzka. Chyba z tego powodu starałam się go omijać.
- Oooo tak. Imprez najbardziej nie mogę się doczekać. – przyznała mu racje Grace biorąc ogromny łyk piwa.
- W takim razie o każdej zabawie będę was informował. – zapewnił nas Track. Później skierował pytanie do mnie. - Słyszałem, że zamierzasz iść do mnie do szkoły, jakiś kierunek konkretny?
- Zastanawiam się nad fotografią, albo architekturą.- odpowiedziałam po dłuższym zastanowieniu.
- Nieźle, mnie tam takie rzeczy nie interesują, ale tworzenie muzyki to jest coś. Plus gram na skrzypcach.
- A co to za przechwalanie się? – zaśmiałam się. - Muszę przyznać, że uwielbiam skrzypce w mocnych bitach.
Gdy rozmawialiśmy o swoich zainteresowaniach, o tym jaką mogę mieć pewność, że się do tej szkoły dostanę, jak w ogóle w niej jest to inni zaczęli rozmawiać sami ze sobą. Po chwili doszły koleżanki – Suzana, Ashley no i Maria. Maria z naszej klasy, która również spędziła z nami bal. Suzana, dziewczyna Luck’a są do siebie podobni pod względem wyglądu, a raczej skóry. Kochają solarium. Ona i Ashley były od nas starsze o dwa lata, ale dobrze się z nimi dogadujemy. Ash usiadła obok mnie i opowiadała jak to jej dzień minął, za to Suz poszła witać namiętnie się ze swoim chłopakiem. Każdy miał z kim rozmawiać i tematy się nie kończyły. Matt pilnował by każdy miał w ręku kubek piwa. Skończyło się na tym, że chłopcy siłowali się na ręce – oczywiście wygrał przepakowany gospodarz. Poszliśmy do piwnicy by mężczyźni pograli w bilarda, a dziewczyny wylądowały na parkiecie.

Victoria Shay;
No i w końcu dotarłam do domu Matt’a. Czas najwyższy wypić piwo, potańczyć i pogawędzić ze znajomymi. Wchodząc do domu zauważyłam dużo pijanych ludzi, ależ to było oczywiste nie pierwszy raz jestem u niego na imprezie. Weszłam szybko do pokoju Matt’a by się przebrać i zeszłam na dół szukać moich dziewczyn. Nagle rzucił mi się na plecy jakiś chłopak, którego pierwszy raz na oczy widziałam.
-Siema panienko, wrócisz ze mną na górę? – Przyglądałam się uważniej jego twarzy, ale niestety.. nie przypominam sobie bym go znała. Ledwo stał i jego ciężar opierał się na mnie, trochę ciężki był, ale jakoś dawałam sobie radę.
-Nie dziś, ale możesz mi powiedzieć gdzie jest Matt? – zapytałam.
-Nie ma już alkoholu, powoli się kończy także masz moje. – powiedział i podłożył mi pod usta kubek z piwem. Wiedziałam, że nie dogadam się z nim więc powoli położyłam, a raczej rzuciłam go na schody i ruszyłam dalej poszukując kogokolwiek kto zna Camille bądź Grace. Nagle z kuchni dużo ludzi równocześnie krzyczało;
- Jeszcze! Jeszcze!
Wiedziałam, że szybko ich nie znajdę, więc postanowiłam chociaż sprawdzić co się tu dzieje. Większość było tu chłopców. Stali w kółku, ale co było w ‘środku’? Nagle zauważyłam dobrą koleżankę Ash. Pomachałam do niej, szybko podeszłam i zapytałam na cholerę te krzyki. Nic nie odpowiedziała po prostu chwyciła mnie w pasie i zabrała do samego środka okręgu. Przed moim oczami pojawiła się Grace pijąca z wielkiego lejka piwo gdzie chłopcy wlewali coraz więcej piwa.
- Ostatnie piąte piwo i jesteś najlepszą pijaczką wśród dziewczyn! – krzyknął chłopak, który wlewał w tym momencie piąte piwo. Zawsze bierze w tym udział, ale że dała się namówić na pięć piw? Skończyła po chwili wytarła się i wszyscy zaczęli krzyczeć. Jak mnie zauważyła szybko do mnie podbiegła i przytuliła mówiąc; tęskniłam. Zapytałam się jest Camille to wskazała palcem wskazującym za okno. Złapałam ją za rękę i wyszłam na taras gdzie znajdował się basen. Było w nim pełno ludzi, całujące się pary i Ci którzy skakali na bombę do basenu lub na krawędzi robili poślizgi. W każdym bądź razie i tak wylądowali w wodzie. Zauważyłam w basenie Camille wśród jakiś chłopców, każdy trzymał czerwony kubek i o czymś rozmawiali. Gdy ją zawołałam ona zaczęła krzyczeć;
-Jest moja piękna Victoria! Chłopaki, patrzcie, to jest Vic. Vic to.. – zastanowiła się chwilę i dodała. – chłopaki.
-I jak Grace udało się? – zapytał jakiś, nawet ładny, rudzielec.
Matt złapał Grace za rękę podniósł do góry, pocałował ją w policzek i powiedział;
-To jest nasza mistrzyni!
I znów wybuch podziwu i dużej energii.
-Wypijmy za to! – krzyknął ktoś.
-Właśnie. – zwrócił się do mnie Matt. – mamy problem. Brakło alkoholu.
-Jak to? – zapytałam zdziwiona.
Nigdy takiego problemu nie było. Musieliśmy szybko coś wymyślić, a że byłam jedyną tutaj trzeźwą osobą chyba musiałam wymyślić sama plan. Matt patrzył błagalnym wzrokiem, a ja niestety nie mogłam nic.. zaraz, zaraz.
-Camille! Chodź! – zawołałam.


Gdy Camille dzwoniła do znajomego, ja zauważyłam Nicolas’a. Nie wiem jakim cudem się tu znalazł, ale był, a mi się przypomniało o Anastazji na balu. Podeszłam do niego i pokazałam, że za dwie minuty ma się znaleźć na górze. Weszłam na pierwsze piętro i czekałam na korytarzu nie wchodząc do żadnego pokoju. Jeszcze chłopak bóg wie co by sobie pomyślał. Nie czekałam długo.
-Słuchaj, wiem, że lubisz rozdawać dziewczynkom narkotyki, albo pilnować by dużo piły by je potem zaciągnąć gdzieś do pokoju. My już wiemy co tam byś z nimi zrobił. Ale, że na balu? I dziewczynę ze szkoły? No do cholery, nie wstyd Ci? Poza tym dobrze wiedziałeś, że ten bal jest dla mnie ważny i tak po prostu to olałeś. Nie możesz na kilka godzin przystopować?! Szlag mnie z tobą człowieku trafia. Nie chce Cię widzieć do końca nocy. Nie chce. – powiedziałam to podnosząc ton i nie pozwoliłam by mi przerwał. Sukinsyn jeden będzie mnie jeszcze denerwował. Nagle zauważyłam na końcu korytarza Grace. Podeszłam do niej, a jego zostawiłam w kącie, gdyż nie zamierzałam nawet z nim nawet o tym wszystkim dyskutować. Miała wystraszone oczy jakby w pięć sekund wytrzeźwiała, zapytała dość cicho;
-O czym rozmawialiście?
Złapałam ją pod rękę i pociągnęłam za sobą schodząc po schodach.
-W sprawie Anastazji na tym całym balu i o tych narkotykach.
Podeszłyśmy do Camille, która stała prawdopodobnie z Cody’m. Tak to był on, przedstawiliśmy się sobie, Grace również. Przyjaciółka wskazała dwie skrzynki piw i zaczęła się uśmiechać.
-Dziękujemy Ci naprawdę, przyda się. – powiedziałam.
-Nie ma problemu. – odpowiedział.
-No to do jutra na gadu Cody. – próbowała wygonić Camille Cody’ego. Trochę niegrzecznie, ale jutro się wytłumaczy. Zrobił dziwną minę, jakby smutną i zdenerwowaną zaś. Zaprowadziła go do drzwi i się pożegnała, a my tylko mu pomachałyśmy. Zamknęła za nim drzwi i westchnęła.
-Co za popapraniec. Co on myślał, że tu zostanie? – zapytała sama siebie Camille, więc i my nie odpowiedziałyśmy jej na pytanie.
-Trochę nie kulturalnie to wszystko wyszło. – Stwierdziłam. – Oby jutro się już na Ciebie nie gniewał.
-On na mnie? Dajcie spokój. – zaśmiała się.
-Pijmy już proszę. – powiedziała Grace i rzuciła się na skrzynkę piw.

__________________________________________________
Trochę późno dodałam, ale tak to jest jak rodzice wyciągają z samego rana za miasto.
Następna w czwartek, gdyż przy okazji staram się kurować.
 

 
..By się nikomu nie pomyliło, że są trzy dziewczyny gdzie każda ma jakąś tam swoją historię. Camille Lang, Victoria Shay, Grece Wint.

Przepraszam, że tak długo, ale nauka zrobiła swoje i za zbyt krótką notkę. Czas na PINGER.
Następna część z niedziele.

3.
Victoria Shay;
Zamieszanie dobiegło końca. Załatwiłyśmy z trudem numer chłopaka Anastazji i wziął ją do siebie do domu. Cieszę się, że nie mam tak jak Grace. Jej wybuchy złości są szkodliwe dla ludzi, ja jestem spokojniejsza. Poza tym kocham ją całym sercem za to. Jeżeli ja bądź Camille ma być zła to nasza przyjaciółka swoją obecnością wysysa z nas nerwy i miesza je ze swoimi. W dodatku ten idiota Marcus sobie gdzieś poszedł nie wiadomo gdzie i mogę się pożegnać z przyjęciem mnie do Oxfordu. Przykro mi było z tego powodu, ale wiem, że to nie jest dzień na martwienie się. Chociaż gdy o tym głębiej myślę to naprawdę jest mi smutno.. ale mogę to odłożyć na jutro, dziś chcę się dobrze bawić. Zrobiłam niezłą imprezę i przez kolejne kilka minut tylko to się liczy. Później się jeszcze rozluźnię lekko u Matt’a i będzie super.
Myślałam o tym wszystkim w tańcu, ale przez moment moje ciało potrzebowało komfortu. Musiałam jak najszybciej usiąść, więc bardzo szybkim krokiem szłam w stronę stołu. Och. Już. Tańczenie w obcasach naprawdę wykańcza. Widziałam jak tłum tańczył, nawet nauczyciele się nie nudzili i znaleźli swój klimat w muzyce. Przy stole siedziało zaledwie kilka osób. I on. Preston. Chłopak, którego znałam kiedyś, a teraz zero słowa, nawet na przywitanie. Przechodzimy obok siebie nie zwracając nawet najmniejszej uwagi. Uwielbiam go. To było tak, że znam go od podstawówki i od tego czasu podoba mi się. Był z moją przyjaciółką- jego dziecięca miłość. Lecz zaczęłam z nim rozmawiać grubo po czasie. Był w porządku, odpowiadało mi jego poczucie humoru, to jakie miał do mnie zaufanie i oczywiście cudowny uśmiech. Spędzaliśmy z sobą dużo czasu, bardzo dużo czasu, którego nigdy nie zapomnę. Dzień w dzień non stop razem mimo tego, że miał kolejną dziewczynę i kolejną moją przyjaciółkę to nie byłam smutna, ani nie zazdrościłam. Moje zdanie kiedyś brzmiało; Wole kumpla niż chłopaka. Wtedy mogę mieć go na zawsze, a nigdy nie wiadomo jak będzie jak będziemy razem, czy jakiś bezsensowny śmieć nas nie rozdzieli. Gdy widziałam go nie miałam ochoty go pocałować gdy był zajęty. Wystarczyły mi jego słowa, uśmiech i On, który starał się być zawsze i dobrze mu to wychodziło. Cieszyłam się szczęściem i tym, że jest. Coś się stało. Nie wiem sama co i pewnie się nie dowiem od nikogo. Czasu nie cofnę. Na dzień dzisiejszy nie odzywamy się do siebie ani słowem. Tęsknie? Owszem, ale staram się nie myśleć. Nie zaśmiecać sobie głowy. Fakt, że był wszystkim czego chciałam i miałam, ale już go nie ma. Po tym zawsze odczuwałam jakąś pustkę w sobie. Pogodziłam się z tym, że nie mam wszystkiego i wszystkiego mieć nie mogę, że nie jestem na tyle mądra. Czy coś w tym rodzaju. Mimo to żyłam i starałam się cieszyć z tego co mam. Teraz gdy wchodzę do Sali i go widzę nie najlepiej się czuje. Wcześniej tak nie miałam, ale teraz gdy patrzy mi w oczy.. Jakby wydrapał mi z serca wszystkie rany i dni których go przy mnie nie było. Jakby na złość chciał pokazać, że jest, że wciąż żyje, a ja nawet nie mogę z nim rozmawiać. Wspominam o nim tylko czasem.. To wszystko działo się jakiś czas temu. Pół roku? Około. Raczej głębiej się nad ta sprawą nie rozczulam. Nie chce. Po prostu nie mam ochoty cierpieć i właśnie w taki sposób sądzę, że daje sobie rade. Nie myślenie o nim chyba jest najlepszym rozwiązaniem. Poznaję nowych chłopców, którzy chcą ze mną teraz spędzać czas. Nic nie biorę jednak na poważnie bo nie potrafię. Wyobrażacie to sobie? Spotykałam się z jednym tydzień może dwa, w każdym bądź razie znaleźliśmy się u niego i grało radio. Jakiś gościu powiedział coś co mnie rozbawiło, przerwałam pocałunek i zaczęłam się śmiać. Gdy zapytał mnie o co mi chodzi? Głupio było mi odpowiedzieć; W radiu mężczyzna opowiadał kawał. Powinnam być skupiona na całusach tak, że nawet gdyby się wokół paliło to bym nie chciała tego przerywać. No ale cóż, bez wątpienia stwierdzam, że nie mam serca. Może dlatego, że jeden związek mój długo trwał. Jak bańka mydlana, poleciał i pękł. Nie zacznę o tym głębiej myśleć, lecz powiem tylko, że wszystko trwało ponad rok. Eryk. Gdy zakończyliśmy pewien rozdział w swoim życiu to tylko z powodu jego wyjazdu na drugi koniec kraju. Płakałam strasznie, aż rodzice chcieli iść ze mną do lekarza. Nie dałam się, a teraz mogę powiedzieć tylko tyle, że nauczyłam się pewnych rzeczy dzięki temu okropnemu pożegnaniu.
- Ej! Nie ma siedzenia! Chodź no tu! – krzyknęła Grace podbiegła i pociągnęła mnie za rękę.

Camille Lang;
Wszystko się ułożyło jakimś cudem udało nam się załatwić sprawę w taki sposób, że nikt się o tym nie dowiedział. Żadna głupia panna, która poleci komuś rozgadać tak głośno, że 5 miejsc dalej ktoś usłyszy. I dalej. I dalej. I dalej. Victoria była zła bo po całej tej akcji nie mogła znaleźć tego faceta z Oxfordu, aż do momentu gdy podszedł do niej Tom – dyrektor i oznajmił, że Marcus właśnie dzwonił i mówił, że jest w drodze do domu. Na szczęście udało nam się ją trochę rozruszać i porwać na parkiet. Maria podbiegła z moim telefonem i wskazała wskazującym palcem na ekran. ‘1 połączenie nieodebrane od mama’. Szlag. Muszę wyjść. Nie wiedziałam czemu, ale koleżanka szła za mną. Może idzie po prostu się przewietrzyć. Jak najszybciej szłam by znaleźć się przed pałacem. Wychodząc zauważyłam czarne audi, a w nim łysego mężczyznę. Na moje oko był może starszy ode mnie z jakieś 5 lat. No, ale tak.. ciemno jest i nic nigdy nie wiadomo. W każdym bądź razie patrzył się na mnie i patrzył. Ja też nie specjalnie odrywałam wzrok, ale mimo tego szłam wciąż przed siebie. Tak spoglądając na jego twarz to wydawał się całkiem miły. Nagle przed oczami pojawiła się Maria;
- Jak skończysz rozmawiać to powiedz pójdę z Tobą do sali.
Uśmiechnęła się i poszła w stronę samochodu. Najwidoczniej jej znajomy. Szybko wykręciłam numer mamy.
- Hej słonko i jak się bawisz? – usłyszałam.
- Całkiem dobrze, tylko mówiłam Ci coś, żebyś nie dzwoniła, bo przecież nie odbiorę i tak.
- No tak wiem. Chciałam się tylko dowiedzieć kiedy będziesz już u Matt’a.
- Nie wiem o której to się skończy dobrze wiesz, że Victoria jest tajemnicza nigdy nie wiadomo jakie ma jeszcze asy w rękawie.
- Dobrze. Napiszesz mi chociaż sms’a jak u niego już będziesz?
- Ok.
- No to miłej zabawy.
- No cześć.
Rozłączyłam się i jeszcze chwile stałam w milczeniu. Odwróciłam się i pokazałam Marii, że już jestem wolna. Pomachała koledze na pożegnanie a ten odjechał. Podeszłam i zapytałam;
- Twój nowy chłopak?
- Ależ skąd, tylko kolega.
Całą drogę do sali szłyśmy w milczeniu.
 

 
och. nie ma co. jestem okropna. ledwo zaczełam, a już co niektórych muszę rozczarować. Jestem w tym momencie na praktykach [dość długo] i ledwo zipie. Będe jeszcze robiła do 27.05. nie wiem kiedy kolejną część dodam. Chce naprawdę jaknajszybciej, ale po prostu często nie potrafię się wyrobić.

Więcej luzu, proszę!
 

 
Chciałabym zacząć od tego, by się nikomu nie pomyliło, że są trzy dziewczyny gdzie każda ma jakąś tam swoją historię. Camille Lang, Victoria Shay, Grece Wint.


2.

Grace Wint;
Siedząc w samochodzie w drodze do Camille przeglądałam facebook’a w telefonie. Ludzie z mojej szkoły rozpisywali się jak to super będzie na balu. Nauczycieli głupota mnie przeraża. Oni w to wszystko wierzą? W te dobre słówka najgorszych alkoholików szkolnych; „Bal – to jest to! Zero alkoholu – pokażmy, że tak też można się bawić”, albo dziewczyny, które się nie szanują; „o tak, mało tego wchodząc do toalety nie znajdę prezerwatyw. Bal, jeden jedyny i niezapomniany”? Nie znajdziesz bo wszystkie wykupiłaś Ty i tego balu na pewno nie zapomnisz, bo będziesz starać się pobijać swój rekord. Oni nie znając prawdy, są w stanie zaufać nam, że z tego powodu się cieszymy. Gamonie. Ale uwielbiam to ukrywanie się. Podnieca mnie, poniekąd. I to czekanie na tajemniczą imprezę jest najlepsze. Brak mi cholera jasna słów, no brak.
Podjeżdżając pod dom Lang’ów zauważyłam jak w moim kierunku nadchodzi Camille.
- Naprawdę pięknie wyglądasz. – krzyknął z daleka jej ogrodnik i zaczął się śmiać.
Oczy to mi wyszły, przysięgam. Boski Alvaro. Cudowny! Dorosły, opalony, duży w barach, czarne włosy, no i bez koszulki. A co na to Camille? Uśmiechnęła się. I to tyle? Zanim się opamiętałam ona już wchodziła do samochodu. Przywitała się ze mną, z moim ojcem, a ja wciąż nie odrywałam wzroku od tego przystojniaka. Zapytałam;
- Nie mówiłaś, że podrywa Cię ten gościu z muskułami wielkimi jak wieżowiec.
- Bo mnie nie podrywa, niezręczna sytuacja przez mamuśkę. – zaśmiała się po czym dodała. – i przestań się tak na niego patrzeć.
- Ok! – odpowiedziałam z pretensją. – Co powiedziałaś mamie?
- Chodzi o imprezę u Matt’a? – zapytała. Odetchnęła, więc dałam jej dokończyć. – Nie mogę iść.
- Jak to nie możesz?! Co ja tam zrobię bez ciebie?!.. – wybuchłam, lecz przerwała mi.
- Spokojnie. Wyprosiłam. Fakt, że musiał się on znaleźć i porozmawiać z moją mamą, ale się udało.
Uśmiech jej jest powalający. Kocham jej uśmiech. Dalej jechałyśmy w milczeniu. Mój tato wie, że idę do Matt’a po balu. Obiecałam, że wypije jedno piwo. Także u mnie poszło całkiem sprawie i w porządku jak na dwudziesty pierwszy wiek. Bal nie odbywał się w szkole tylko w jakiś pałacu. Gdy mój tato znalazł adres byłyśmy w niebo wzięte. Piękna posiadłość z wielkim zielonym trawnikiem, a dookoła z krzaków zrobione różne figury. Budowla cała biała z ogromnymi oknami. Wszystko ładne, czyste i zadbane. Przed drzwiami stała Victoria.
- Chodźcie panny bo nie mam czasu. – powiedziała spoglądając na zegarek. – Mam jeszcze trochę roboty. Musze zaprowadzić was żebyście się nie szlajały i tak z każdym gościem. Nie radze sobie, więc musze komuś innemu dać to do zrobienia. Muszę jeszcze powitać bardzo szarmancko i z klasą głównych gości tego balu, na spokojnie zabrać ich w wyznaczone dla nich miejsce. A później pędzić sprawdzić co z ‘niespodzianką’. Następnie zobaczyć co u kucharzy bo jakaś ryba jest nie zdrowa czy coś..
Mówiła tak szybko, że ledwo ją rozumiałyśmy. Cała Victoria. Wszystko na jej głowie, a najdziwniejsze jest to, że ona to lubi. Jest przewodniczącą szkoły robi nie tylko imprezy, ale różne cele charytatywne to też jej działka. Wyższe szkoły biją się o nią. Jest dokładna, z buźki sympatyczna, także co by się nie działo.. dobra mina do złej gry – obecna. Przerwałam;
- Prowadź i się przymknij już ok?
Pomachałam ojcu na pożegnanie i poszłyśmy razem z nią. Kryształowy żyrandol na wejściu, po schodach do góry, wszędzie obrazy, kwiaty i wspaniałe rzeczy zrobione z brylantu. Napatrzyła bym się i przyjrzała temu wszystkiemu, ale Victoria tylko przyśpieszała. Mijałyśmy pokoje w których było cudownie. Cały ten pałac wydawał się jakby był z kryształu. Niestety ledwo dotrzymywałyśmy kroku przyjaciółki. Jakby biegła. No i nareszcie zatrzymała się przed dużymi drzwiami i powiedziała;
- A teraz moje panie, chociaż na chwilę, z klasą i wdziękiem proszę.
Trzymała w niepewności za klamkę, czekając aż się uśmiechniemy i pokiwamy chociaż głową, że się z tym zgadzamy. Jej wzrok mówił; „Bez żadnych pytań. Po prostu wejdźcie”. Zrobiłyśmy tak a ona otworzyła drzwi i zobaczyłyśmy ogromną salę. Było kremowo, brązowo i odrobinę pomarańczowo. Środek sali wolny – do tańczenia zaś dookoła stoliki. Zrobione idealnie, tak jak sobie to zaplanowała nasza mistrzyni w dekorowaniu i urządzaniu czegokolwiek. Z niczego zrobi bóstwo. Przy niej wszystko kwitnie.
- Cudownie. – wszeptała Camille.
Pozwoliłyśmy wrócić Victorii do swoich obowiązków, a my poszłyśmy się witać ze znajomymi. Są i one. Pudernice. Tapety kilo, a tipsami mogłyby odciąć mi wszystkie palce. Krzyczały coś w naszą stronę wymachując rękoma byśmy podeszły. Wskazywały na wolne siedzenia obok nich. Nie skorzystamy. Camille ładnie z daleka podziękowała i rozglądałyśmy się dalej. Nicolas. Oby dwie go zauważyłyśmy w tym samym czasie i poszłyśmy w jego stronę. Jest całkiem miły chłopakiem, tylko trochę zjaranym, znając życie zapewne ma coś w kieszeni nie jeden proch. Wysoki blondynek z lekko zapadniętymi oczami. Znamy go już dobre kilka lat. Odwracając się, zauważył nas, szybko przełknął napój, ręce uniósł do góry krzycząc;
- Moje panie. Witam w moich skromnych progach. Mam dla Was miejsce. – złapał nas za ręce i wskazał wolne miejsca. Przy porządnych ludziach zawsze stara się zachować jak dżentelmen. Odsunął krzesło a gdy usiadałyśmy przysunął nas do stołu.
- Twoich skromnych progach? Jakoś od Victorii nie słyszałyśmy byś cokolwiek załatwiał. – oznajmiła z uśmiechem Camille.
- Szkoda, że się nie pochwaliła moim zadaniem. Panna zabiegana. – Spojrzał na nią jakby z żalem gdy ta rozkazywała kelnerom położyć talerze pod tym kątem a nie pod tamtym. Odwrócił się do nas i dodał. – W takim razie zrobię to za nią. Otóż nasza kochana przyjaciółka zamówiła inną salę, lecz tamci nie wiadomo z jakich przyczyn odmówili jej. Ja byłem jej ostatnia deską ratunku. Poprosiła mnie z wielkim bólem, a ja jej pomogłem.
- Niech zgadnę. Dlaczego to zrobiłeś? – Pokazałam, że rozmyślam i dodałam z ironią udając zaskoczoną. – Aaa. Żądasz coś w zamian?
- No może dziś u Matt’a zgodzi się na moją propozycję. Była trochę oburzona, ale co się nie robi dla kariery. – Rzekł. Palcem wskazującym pokazał byśmy się zbliżyły do niego to nam coś wyszepcze. – Jeżeli będzie z góry słyszeć dziewczynę wykrzykującą moje imię wiedzcie, że to Victoria.
Camille w mgnieniu oka się wyprostowała, uderzyła do w ramię i powiedziała;
- Łapy precz zboczeńcu.
Nicolas tylko się zaśmiał i szybkim krokiem odszedł od stolika. Większość miejsc była zajęta. Zdaje się, że wszyscy już są. Victoria stała na środku z kieliszkiem w ręku i mikrofonem. Kelnerzy w bardzo szybkim tempie rozdali publiczności kieliszki z szampanem, a oni automatycznie wstali.
- Witam wszystkich serdecznie i dziękuje za obecność nastolatków, którzy wkraczają w dorosłe życie. To nasz ostatni bal, ale nie odbyło by się to wszystko bez naszego Dyrektora Toma Clarka.
Pauza na oklaski. Jakie te podziękowanie będą nudne. Z Camille zdałyśmy sobie sprawę, że ona też za tym nie przepada. Ta sama gadka co imprezę. Moglibyśmy się jej nauczyć na pamięć. Mimo to rada pedagogiczna i cała dyrekcja zawsze ma na twarzy ten promienny uśmiech. W końcu wzniosła lampkę szampana i dokończyła;
- ..bawmy się tak, przy naszych ostatnich wspólnych godzinach, żebyśmy nigdy tego nie zapomnieli.
Wszyscy upili odrobinę alkoholu, ozdobili Victorię oklaskami i usiedli. Pomachałam jej by zauważyła nas i podeszła.
- Chryste. Zaraz znowu muszę lecieć. – powiedziała lekko zdyszana. Butelka szampana stała na stole i max może było ich na tej sali z.. sześć. Żeby nikt się nie upił. Złapała jedna z nich usiadła do stolika, nalała do pełna i wypiła za jednym przechyleniem lampki. Nie było to dla mnie zaskakujące robi tak bardzo często gdy się denerwuję i ma masę roboty. Ależ Camille zawsze pyta o to samo;
- Wszystko ok? – z lekkim zakłopotaniem. Victoria tylko spojrzała na nią i nie odpowiedziała.
- A więc tak, zero alkoholu, zero jarania, nawet na fajkę wyjść nie mogę? – zapytałam chociaż odpowiedź znałam.
- Chce by wszystko wyszło pięknie, także jak kogoś zobaczycie to reagujcie. Jak nas złapią to ja będę miała przerąbane za nie upilnowanie was. Będą mieli satysfakcję, że mieli racje; „Tych dzieciaków nie da się przytrzymać na jednym miejscu”. – zacytowała robiąc do tego dziwną minę. Widać, że chodziło o pedagog. Ta to ma dopiero pysk. Zaśmiałam się lekko spoglądając w jej stronę, więc żeby nie było żadnych pytań zmieniłam temat;
- Nicolas.. mówił, że macie jakiś zakład.
- Nie ma żadnego zakładu. – zaprzeczyła. – Fakt pomógł mi z tą salą. Ale teraz w zamian muszę coś wymyślić sama.
Po chwili dodała;
- Ok. Gotowe? Czas na poloneza.
Wstały energicznie od stołu i przed mikrofonem znów znalazła się Victoria ogłaszając, że czas zatańczyć tradycyjnego poloneza. Zrobiliśmy jak kazała, wszyscy się ustawili, zatańczyliśmy, wyszło, moim zdaniem, równo i sprawnie. Oklaski były, jeszcze każdy po jednym łyku szampana i butelki – już puste. Przy stoliku znalazłyśmy się z kolegami Nicolasa, gdy któryś wpadł na pomysł byśmy potańczyli.

Victoria Shay;
Nareszcie trochę luzu. Mimo, że lubię zamieszanie teraz chwila odpoczynku mi się przyda. Tańczę w tym momencie z Nicolasem. Nawet dobrze mu idzie. Muzyka była rewelacyjna trochę coś w stylu disco polo, ale były też mocne uderzenia basu w techno czy house. Po zachowaniu nastolatków wydawało mi się, że świetnie się bawią. Nagle ktoś pociągnął mnie za rękę. Zanim się zorientowałam przede mną stał pan Tom Clark z jakiś gościem. Wskazał bym poszła za nimi, więc tak zrobiłam. Wyszliśmy z sali pełnej roztańczonych uczniów i dyrektor zaczął mówić;
- Chciałbym Ci przedstawić Pracownika Szkoły Oxford University Press. Marcus’a. Jest to mój najlepszy przyjaciel, a Ty moją najlepsza uczennicą także wpadłem na pomysł by zobaczył jak sobie radzisz. Powiem Ci, że całkiem sprawnie poszło, chociaż nie chwale bo nie nadszedł jeszcze koniec balu..
To co mówił wydawało mi się dziwne i nie wyobrażalne. Sam pracownik wywołał na mnie duże wrażenie, mało tego po tym tańcu i głośnej muzyce ledwo słyszę. Jak się odezwę to pewnie uszy im odpadną, dlatego też siedziałam cicho. Chryste. Mam nadzieje, że wszystko co na mnie leży nie rozwaliło się przez taniec.
- ..także porozmawiajcie sobie. Poznajcie się. Ja idę zobaczyć co u dzieciaków. Jeżeli ciebie tam nie ma to kto ma tego pilnować? – zaśmiał się i wszedł do sali.
- Nie powinniśmy tu stać, racja? Gospodarze posiadłości z tego co słyszałem zabronili wychodzić poza sale. – powiedział, a ja tylko kiwnęłam głową, że ma rację. Odwrócił się i szedł przed siebie, ja starałam się dotrzymać mu kroku. – Jak sobie radzisz w szkole?
- Całkiem dobrze.
- Cieszę się, że tak świetnie Ci to poszło na początku się trochę obawiałem czy Ci się nie uda. Nie miałem ochoty przyjeżdżać, ale teraz wiem, że gdybym nie przyjechał i oglądał tylko zdjęcia, popełnił bym największy błąd w moim życiu.
Ok. Teraz zrobiło się niezręcznie. I w dodatku ten uśmiech z jego strony. Co miałam zrobić? Odwzajemniłam. Głupio się czuję. Ma około 30-40 lat. Tak na oko. Nie mam już ochoty na rozmowę. Usłyszałam jak biegnie ktoś za nami i krzyczy; VICTORIA!
Dobiegła dziewczyna lekko zdyszana. Koleżanka z klasy – Maria. Zobaczyła, że nie jestem z żadnym znajomym, więc wyprostowała się i powoli mówiła;
- Jakiś kelner się awanturuję.. Yyyy.. Źle się czuję. To znaczy.. chyba coś wypił.. Albo zjadł nie dobrego.
Zaczęłam się denerwować. Co tez ona wygaduje? Szybko powiedziałam;
- Jedzenie jest tutaj zdrowe i nikt nie powinien się przez nie źle czuć, spokojnie. – Uśmiechnęłam się do Marcus’a i pociągnęłam Marie za sobą odchodząc od niego kilka kroków tak by nie usłyszał naszej rozmowy.
- Mów o co Ci chodzi, tylko szybko bo mnie coś strzeli. Wiesz kto to jest? – Byłam podenerwowana to za mało powiedziane. Szlag mnie trafiał, że akurat w takim momencie ktoś mnie potrzebuje.
- Anastazja.. wylądowała w toalecie. i…
- I?!
- Wymiotuje. – wyszeptała.
No niech diabli ją wezmą mi z przed oczu. Co to za wszystko znaczyć? Jakim cudem dostała alkohol? Albo coś innego. Spokojnie. Oddychaj. Muszę iść tam, zostawić tego gościa tu i mieć malutką nadzieję, że się do mnie odezwie. Jeżeli oleje sprawę i zostanę z nim, któraś z rady pedagogicznej się dowie i po ptakach. Będę miała Oxford’a tylko w snach.
- Przepraszam, ale mam zadanie do wykonania. Jak pan słyszał - kelner. Nie tylko dbam o uczestników imprezy, ale też o ich pracowników.
Pomachałam i szybkim krokiem szłam za Marią. Na pewno się domyślił, że jest coś nie tak. Ominęłyśmy salę i ucieszyłam się, że to nie stało się tam. Byłabym już skończona. Po schodach do góry, w lewo, prosto i prawo. Chryste jak daleko posunęli się uczniowie? A mówiłam siedzimy tylko w jednej sali. Weszłam do łazienki zaraz po Marii i ujrzałam niewiniątko ledwo dyszące nad toaletą. Był z nią jeden chłopak i jedna ruda dziewczyna.
- Co dostała? – zapytałam spokojnie po czym dodałam. – ja zadaje pytanie, a wy odpowiadacie.
- Butelkę szampana sama wypiła. – odpowiedział wystraszony chłopak.
- A później dostała coś od Nicolasa. – dodała dziewczyna.
- Coś? To znaczy co?
- Nie wiemy. Anastazja ledwo mówi, zrozumiałam tylko jego imię.
Świetnie. Mogłam się tego spodziewać. Pewnie chciał ją sam zaciągnąć do toalety i zrobić.. tak by jemu wszystko odpowiadało.
- Maria, widział ktoś was jak tu szliście?
- Nie.
- Ok. – powiedziałam. Schyliłam się do Anastazji i oznajmiłam. – Nie słyszałaś co mówiłam? Trudno. Nie moja sprawa. Policzę się z tobą jak będziesz wiedziała co do Ciebie mówię. A Teraz dzwonię po twoją matkę.
Anastazja ledwo co mówiła, ale po tym tekście szybko nauczyła się znowu mówić. Słyszałam od niej tylko; Nie. Proszę, nie rób tego!
- Trzeba było myśleć wcześniej. – odpowiedziałam.

Grace Wint;
Nogi to mi odpadają. Faceci potrafią wykończyć w tańcu naprawdę. Poszliśmy do stołu i spojrzałam na telefon. 3 Nieodebrane połączenia od Victorii. Szlag. Ciekawe co chciała. O. i znów dzwoni. Wyszłam szybko z sali. Camille zauważyła kątem oka numer przyjaciółki i szybko wybiegła ze mną.
- Czemu do cholery nie odbierasz jak do Ciebie dzwonię? Komórkę to przy dupie masz zawsze, ale jak potrzebna jesteś to odstawiasz na bok.
- Gdzie Ty jesteś lepiej mów i o co chodzi?
Camille wie, że szybko bym jej nie powiedziała, więc przysunęła się do mojego ucha by słyszeć co Victoria mówi.
- Trzeba komuś wpieprzyć. Wychodzisz z sali po schodach do góry, lewo, prosto, prawo. Jestem z łazience. Rusz się.
I już we mnie się gotowało. Sądzę, że powinnam iść do jakiegoś lekarza czy coś. Jak ja mogłam się tak wściekać jak nawet nie wiem o co chodzi. Szybko biegłam tam gdzie mi kazała i słyszałam szybkie kroki Camille za mną. Nie chciałam myśleć o co chodzi. Wolałam nie zaśmiecać sobie głowy. Wejdę i zobaczę.
No i masz. Dwie panny stały pochylone nad jedną, która wymiotowała, wraz z jakimś gościem, a jakieś dwa metry od nich stała Victoria.
- Czy ta idiotka jeszcze się nie nauczyła, że jak robisz imprezę szkolną to tak się nie robi? – westchnęła Camille i złapała się za głowę.
Słyszałam jak przyjaciółki rozmawiają o jakimś gościu z Oxford’a i że wtedy o tym wszystkim jedna z nich się dowiedziała. Bez opamiętania odepchnęłam dwie stojące nad nią panny, złapałam Anastazję za włosy i krzyknęłam jej do ucha;
- NIE DOCIERA?! BEZ ALKOHOLU, PALENIA, ANI ŻADNEGO JARANIA! ILE KRETYNKO MASZ LAT?! JA PIERDOLĘ, NIE POTRAFISZ WYTRZYMAĆ BEZ TEGO?
Przyjaciółki mnie tylko uciszały. Reszta osób stała jak słupy. Wiem, że to ostatnia impreza. I popuściła bym każdej, która by to zrobiła, ale nie kosztem przyszłości przyjaciółki. Victoria złapała mnie za ramię i powiedziała;
- Nikt tego nie widział.
- Żeby mi to było ostatni raz! – dodałam.
Usłyszałam Marie jak pyta Victorii;
- Dzwoniłaś po jej matkę?
- Oszalałaś. Żartowałam, ale jak opamiętała się.





__________________________________________________

następna część w poniedziałek, ponieważ jutro mnie cały dzień nie ma.
 

 
a może krótki wstęp by oświecić niezdecydowanych?

Chciałabym zacząć od tego, by się nikomu nie pomyliło, że są trzy dziewczyny gdzie każda ma jakąś tam swoją historię. Camille Lang, Victoria Shay, Grece Wint.

1

Camille Lang;
Bal. Pierwsza myśl od kilku dobrych tygodni kiedy otwieram oczy po długiej nocy. I Nadszedł ten dzień. Wszystko jest gotowe. Tylko nie ja i nie moja fryzura. Szlag mnie trafia cholernie, że nie mogę sobie z tym poradzić. Przecież to jasne. Nic nigdy nie może wyjść kiedy jest to konieczne. Wzdychanie i nerwowe spinanie włosów wsuwkami nie specjalnie pomaga. Gdy w końcu moje odgłosy zamieniają się w nerwowy zgrzyt, głośny niczym traktor. Robię to wszystko nie zastanawiając się nad tym co tak naprawdę wyprawiam i co ludzie, którzy znajdują się w domu, o mnie pomyślą. A Niech to! Usłyszałam melodyjkę wydobywającą się z komputera, która informowała o nieodebranej wiadomości. Ręce, mi drętwiały gdy je tak w górze trzymałam, więc postanowiłam zrobić sobie przerwę.
Cody; Szykujesz się?
Odpisać? Niech będzie; Tak. Tylko trochę się denerwuje.
Cody; Przestań. Wszystko będzie w porządku. Tobie coś by miało się nie udać? Nie rozśmieszaj.
Uśmiechnęłam się do siebie, pożegnałam i stanęłam znów przed durnowatym lustrem. Tak na marginesie, gościu o imieniu Cody to przyjaciel. Owszem muszę to przyznać – widziałam go dwa razy na żywo. A poznałam przez Internet i jest mi naprawdę wstyd. Cody kiedyś zaproponował spotkanie, więc poszłam, ale nie sama. Nie o jednej dziewczynie w wiadomościach czytałam jak to poszła na spotkanie i nie wróciła. Albo jak została zgwałcona, pocięta czy zmasakrowana tak bardzo, że ledwo uszła z życiem. Mimo tego nie wydawał mi się specjalnie groźny. Był taki.. normalny. Chodził do szkoły, co prawda 3 lata starszy, ale to było nie ważne, ponieważ nasz kontakt był całkiem w porządku. Nie miał za dużo kolegów. Ojca też nie. Było mi go szkoda, więc poniekąd spędzałam z nim na rozmowach więcej czasu niż bym tego chciała. Generalnie taka jestem, serce mi mięknie z byle jakiego powodu i jeżeli ktoś mnie dobrze zna, może mnie podejść i wyżalić mi się w ramię do tego płacząc i skamlając w niebo głosy. Nie potrafię odejść, mówiąc; mam swoje życie i swoje problemy. Uważam, że to moja jedna z najgorszych wad. Wracając do spotkania – fajnie. Tak mogę ocenić. Byłam Ja, On, Chłopak, z którym się wtedy spotykałam i przyjaciółka. Żartowaliśmy, śmialiśmy się, rozmawialiśmy, spacerowaliśmy. I Tyle. Nic konkretnego. Drugie spotkanie przebiegło z moim przyjacielem, Matthew. Zadzwoniłam do Cody’ego by przyszedł i poznał mojego kolejnego kumpla. Kazałam mu biec, a nie czekać na autobus i bez kwiatka nie chce go widzieć. Śmiałam się, a więc uznałam, że odbierze to za żart. W 5 minut znalazł się obok nas dysząc i ledwo wydobywając głos; „Proszę.. Chciałaś kwiatka.. Masz kwiatka”. Wyciągnął rękę w dłoni trzymając tulipana, a druga opierał się o kolano. Widać, że nie kupił go po końcówce roślinki, gdyż była rozstrzępiona. Nawet mnie to rozbawiło, chociaż byłam zaskoczona, że będzie w stanie w ogóle to zrobić. Z Matt’em mieliśmy, aż za dobry humor; wygłupialiśmy się, biliśmy, łaskotaliśmy jak to my. Cody poczuł się źle, chociaż nie miałam pojęcia z jakiego powodu.. i poszedł. Nie biegłam za nim. Nie chciał z nami siedzieć to nie. Fakt czasem byłam samolubna, ale nie raz musze to robić by nie wysłuchiwać czyichś zmartwień.
No i jest! Gotowe. Nareszcie. Poprawiłam się jeszcze odrobinę i zeszłam do kuchni pokazać się mamie. Mamy jak to mamy. Ich komentarze to; cudownie córciu! Moja trochę inaczej zareagowała.
- Mhmmm. Yhyyymmm. – usta miała pełne truskawek. Takiego typu odgłosy występowały częściej i więcej. Gdy była już od nich uwolniona.. – O taaaak!, O bożee!, - niczym orgazm. Trochę byłam zaskoczona i stałam jak słup. Odłożyła półmisek z owocami, podeszła, zrobiła kilka kółek wokół mnie, oblizała palce, chwyciła za dłoń i pociągnęła na taras, krzycząc;
- E! Spójrz na moją pannę. Ona jest moja. I Piękna.
Przed sobą zobaczyłam swojego ogrodnika. No i po jaką cholerę mu mnie pokazuję? To co wydarzyło się w ciągu 2 minut wywołało we mnie szok. Nigdy tak jeszcze nie było. Nie martwię się tym tylko nie wiem co w nią wstąpiło. Dziwnie, naprawdę cholernie dziwne.

Grace Wint;
Najlepszy dzień by zwrócić uwagę na siebie. Cudownie! Bal? Nie, wcale mnie on nie cieszy. Najważniejsze jest to, że po odstawieniu roli „dobrej uczennicy”, głupiej szopki gdzie zatańczymy nudnego poloneza, będzie czas na najzajebistszą imprezę pod słońcem. U Matt’a. Basen, w piwnicy barek, wolny dom, bilard. Super! Fakt jest on od nas starszy o rok i nie obchodzi z nami „Końca szkoły”, ale chce urządzić w domu zabawę? To będzie ją miał. Weszłam do salonu oznajmić ojcu, że czas jechać.
- Jesteś świetna Grace. Naprawdę, wyglądasz pięknie. – uśmiechnął się do mnie wciąż siedząc w fotelu. Odwzajemniłam uśmiech i błagalnym wzrokiem prosiłam byśmy wyszli.
- Serenna. Spójrz tylko. Prawda, że wspaniale?
Serenna. Macocha. Nienawidzę całym sercem. W dodatku teraz nawet nie chce spojrzeć jak wyglądam, ciężko jej głowę przekręcić. Zapatrzona wiecznie w magazyn o modzie. Rozwalona na kanapie jak na krześle ginekologicznym. Czarne włosy i chuda jak szkapa. Obrzydliwa, wysuszona twarz, a nawet bym powiedziała - pysk. Noo, gembe to ma niewyparzoną. Ojciec wie, że się kłócimy często, nawet to robimy przy nim. Tylko dzięki niemu nie wydrapałyśmy sobie jeszcze oczu. Mało tego, jest ode mnie starsza o.. zaledwie kilka lat i myśli, że błyszczy. Generalnie to jej teksty są powalające; „Byłabym wdzięczna gdybyś.. bo wiesz.. nie myśl, że tego pragnę, chce mieć swoje dziecko, ale Larry się nie zgadza. Więc, chce by mówiono do mnie; mamo. Tylko Ty jesteś tu dzieckiem, także.. mogłabyś?” Oczy mi wywaliło. Siedziałam bez ruchu przez następne dwie minuty. Wyobrażałam sobie, że widelec, który trzymałam w ręku wbije jej w tą buźkę, włosy wyrwę razem z tym kolczykiem w pępku. Czułam jak się we mnie gotuję. Gdy ogarnia mnie złość przez tą kobietę nie jestem w stanie się powstrzymać. Rzuciłam się na nią. Było blisko co do tego widelca i jej twarzy, ale wszedł ojciec. Nie zdarzył zobaczyć, stanęłyśmy prosto niczym żołnierze i udawałyśmy, że wszystko jest ok. Nic mu nie powiedziała żadna z nas, wycięłyśmy ten kawałek filmu z naszego życia. W sumie to mi by się bardziej oberwało. Chciałam jej twarz nadziać na rzecz którą jemy obiad? Skandal.
Widziałam tylko jak ledwo odwraca głowę by na mnie spojrzeć. Z góry do dołu, z dołu do góry; Pięknie. – powiedziała z przymusu.
- Jakoś nie zależy mi na tym by to Tobie się podobało. – odpysknęłam.
- Ależ córciu, podoba jej się. Przecież sama Ci wybierała.
A no tak. Tatuś znowu nie wie. Serenna powiedziała tylko, że pomoże mi wybrać coś na bal. Ale w sklepach już koło mojego boku jej nie było. Poszła gdzieś a mi było o wiele lepiej niż słuchania jej narzekań, że to dla niej powinny być wydawane pieniądze Larry’ego, a nie na mnie. Wydaje mi się czasem, że przyfrunęła do niego po kase. Hmm.. ale jakoś specjalnie nie zamierzałam się nawet nad tym głębiej zastanawiać. Ojciec jest szczęśliwy? Jest. I niech tak będzie. Boję się tylko czasem, że zrobię jej krzywdę za te odzywki. Zachowuję się jak dorosła, chociaż wiem, że nie jestem święta. Też wzburzam w niej złość, tak dla własnej satysfakcji. Tylko gdy jest tato obok, umiem się opanować, czy któraś z moich przyjaciółek. One są już nauczone, widzą mnie lekko zdenerwowaną to robią wszystko by nikt mnie dodatkowo nie wkurzył. Lubimy robić sobie krzywdę nawzajem i co z tym złego? Życie.

  • awatar unforgivable: @Plotkara*.: no już na tamtej stronie widziałam, że napisałaś ;)
  • awatar Plotkara*.: Ps chyba byłam na twojej sronie na www.stylistki.pl Zajrzę do cb =]
  • awatar Plotkara*.: O tak świetne zestawiki =] Dobra prezentacja zewnętrzna obu bohaterek =] Tylko jeszcze jednej brakuje tak? =] Powodzenia w pisaniu =D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Zastanawiam się na tym czy strona pinger.pl i jego użytkownicy, będą zainteresowani moim postanowieniem. Otóż, chciałabym napisać książkę, powieść, jak kto woli to nazwać, o swoim życiu. Wydarzyło się coś i mam nadzieję, że ochronie nie jedną dziewczynę przed popełnieniem tego samego błędu. Mam do was pytanie; Czy w ogóle jesteście czymś takim zainteresowani?

Z góry dziękuje ;*
  • awatar Plotkara*.: Nie ma tutaj wpisów które by nie przyciągały chociaż małej publiki =] Pisz a na pewno ktoś zawiesi oko =]
  • awatar Gość: pewnie, że tak :) pisz mała :*
  • awatar Gość: O ttaaak
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›